Kiedy Ala i Maciek po raz pierwszy napisali do nas, żeby umówić się na spotkanie, nie spodziewaliśmy się, że ta znajomość zamieni się w jedną z najbardziej uroczych i pełnych ciepła historii, jakie mieliśmy okazję sfotografować. Już wtedy poczuliśmy, że to będzie bardzo wyjątkowy ślub.
Spotkaliśmy się w jednej z tych kawiarenek, gdzie zapach gorącej czekolady otula jak ciepły koc, a rozmowy płyną jak w zwolnionym tempie. I wiecie co? Od pierwszego „cześć” mieliśmy wrażenie, że znamy się zdecydowanie dłużej. Mimo, że Ala i Maciek to raczej introwertycy, otworzyli się przed nami i zaufali nam w 100%. Wspólne rowerowe pasje, rozmowy, śmiechy – vibe tak idealny, że moglibyśmy gadać z nimi godzinami.
Potem przyszedł czas na ich sesję narzeczeńską. Pojechaliśmy do Katowic, w okolice NOSPR-u i Muzeum Śląskiego – miejsc, które dla nich są sentymentalne. To właśnie tam, w czasie pandemii, spacerowali i cieszyli się najprostszymi chwilami ze sobą. W obiektywie byli jak wyjęci z filmowego kadru – naturalni, zakochani i totalnie w swoim świecie. Takie pary na sesjach to naprawdę marzenie dla każdego fotografa!
W dniu ślubu wyruszyliśmy do Chałupek, do malowniczego zamku tuż przy granicy z Czechami. Tam wszystko miało swój rytm – Ala i Maciek wraz ze swoimi świadkami przygotowywali się różnych pokojach. First look był jak zawsze bardzo wzruszający i emocjonalny – czuliśmy, jak emocje wręcz wibrują w powietrzu. Maciek – wzruszony, Ala – rozpromieniona. Patrzyli na siebie, jakby byli jedynymi ludźmi na świecie.
W drodze do auta wpadliśmy na pomysł spontanicznych kadrów z użyciem flesza. Na zamkowych korytarzach powstały kadry, które spokojnie mogłyby wylądować na łamach „Vogue’a” (ślubnego, o ile taki istnieje xd) – tajemnicze, pełne klimatu, zupełnie inne niż klasyczne zdjęcia ślubne.
To był nasz pierwszy ślub, gdzie musieliśmy zabrać paszporty, serio! Ceremonia ślubna odbyła się za granicą! Gdy tylko przekroczyliśmy granicę polsko-czeską, od razu zmieniliśmy radio w samochodzie na lokalną stację – czeski język powoduje u nas pozytywne emocje i wywołuje banana na twarzy. Ot taki śmieszny kraj 🙂 Celem był Bogumin, a w nim przepiękny ceglany kościół. Ala z Maćkiem jechali klasycznym Garbusem, który jest oczkiem w głowie ojca Pana Młodego.
Wyzwaniem dla nas była ewangelicka ceremonia – coś kompletnie nowego, ale jakże pięknego w swojej formie! Zamiast tradycyjnych czytań – muzyka klasyczna, która otulała wszystkich dźwiękami skrzypiec i organów. Goście zamykali oczy, wsłuchując się w harmonię dźwięków. Prowadzący ceremonię pastor to przyjaciel rodziny, więc doskonale było czuć kameralny, ale zarazem domowy i unikalny charakter całego wydarzenia. Na wszystko był czas – na emocje, uśmiechy, łzy wzruszenia, życzenia pod kościołem… Wszystko miało swój rytm, ale z dawką maksimum emocji i uczuć.
Zamek w Chałupkach przywitał nas fenomenalną energią, która była tego dnia w pełnej symbiozie z młodymi, jakby byli jednością. Ala i Maciek, choć z natury cisi i introwertyczni, tego dnia pokazali, że uczucia potrafią mówić głośniej niż słowa. Żadne słowa tego nie potrafią oddać, niech zrobią za nas to zdjęcia – z kościoła, z sali, czy z zaparowanego podczas deszczu Garbusa wypełnionego żarem miłości tych dwojga ludzi.
To była historia pełna ciepła, uśmiechów i detali, które zostają z nami na długo. Dziękujemy, że mogliśmy być częścią Waszego dnia! Nigdy tego nie zapomnimy❤️
PS. Lana Kofola z beczki na weselu rządzi! Nikt nigdy nie zrobił tego przed Wami!
organizacja i miejsce: Zamek Chałupki | @zamek_chalupki
kwiaty i dekoracje: @other.berg_flowers
DJ: Paweł Śledziona | @djpawelsledziona

