Magda i Łukasz

Są dwa typy plenerów ślubnych – takie, w których scenerie i miejsca zapierają dech w piersi oraz takie, w których to młodzi są główną postacią, a tło tylko pasującym i wypełniającym dodatkiem. 

Ta uśmiechnięta Młoda Para wszędzie czuła się dobrze, nie mieli takiego swojego top miejsca w którym by chcieli zdjęcia. Wtedy my wchodzimy z tekstem: „Pszczyna, łódki, zachód słońca, będzie super”. Młodzi w pełni nam zaufali, więc zapakowaliśmy się razem w samochód i wyruszyliśmy na przygodę. 

Droga nam się przedłużała, korki, nerwowo spoglądaliśmy na zegarki byle zdążyć na zachód słońca, ale Łukasz jest THE BEST kierowcą, nie ma lipy! To nie był koniec naszych problemów tego dnia… nie działały parkomaty do płatności za parking, jak na złość aplikacje elektronicznie również, Łukasz zapomniał jak się wiąże krawat. Istny scenariusz dramatu którego nie powstydziłby się sam Hitchcock.  Ale! Od czego są tutoriale na YouTube, jak zwykle pomocne w porę! Co za czasy, bez Internetu ani rusz. 

Po tych „drobnych” przygodach w końcu ruszyliśmy na zdjęcia, podchodzimy pod jezioro, wypożyczamy łódki a tu kolejne zaskoczenie – nie tylko my wpadliśmy na pomysł sesji ślubnej na łódce o zachodzie. Stwierdziliśmy, że do odważnych świat należy i mamy parę fajnych pomysłów, więc wzięliśmy dwie łódki. Z tego miejsca trzeba to napisać i przyznać – dobrze być duetem w pracy i w życiu, bo ktoś musi wiosłować, by druga osoba mogła robić zdjęcia, a jeszcze lepiej jak się człowiek rozumie już bez słów. Czasem oczywiście się zamienialiśmy w zależności od pomysłu na kadr, ale to głównie Dominik był kapitanem tego statku. 

To co nam ukazało się przed naszymi obiektywami przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Idealnie zagrało nam zachodzące światło o intensywnej pomarańczowo-czerwonej barwie, które przedzierało się między drzewami i stworzyło bajkowy klimat z przepięknymi barwami które obrysowało naszych zakochanych.  W sekundę zapomnieliśmy już o tym, co działo się kilkanaście minut wcześniej. Chłonęliśmy jak gąbki to uczucie, które wisiało w powietrzu, te spojrzenia, czułostki. To wszystko stworzyło razem barwny spektakl prawdziwej i gorącej jak te kolory miłości. 

Będąc w Pszczynie nie mogliśmy odpuścić chociaż kilku kadrów na tle imponującego pałacu z ok. XV w. Muzeum na nasze szczęście było już zamknięte, dzięki temu zastaliśmy pusty plac, na którym mogliśmy swobodnie działać. Wykonaliśmy trochę klasycznych kadrów, a jak Dominik poszedł „pożyczyć” kolorowe leżaki, to udało się i parę szalonych, które super współgrały kolorystycznie z bukietem ślubnym. Nawet udało nam się zmontować gifa!

A jak każdy wie, wszystkie drogi prowadzą do McDonalda, więc my po sesji skończyliśmy właśnie w macu. Na Wasze szczęście, oszczędzimy Wam tego widoku, ale po takim rollercoasterze emocji zimna cola i bigmac smakowały jak nigdy dotąd.