Katania |  Sycylia

 

Prolog

Rok 2023 był w naszym wspólnym życiu przełomowy. Priorytetem był dla nas sierpień i nasz ślub – to też wpłynęło na nasze plany urlopowo-wakacyjne, których po prostu …za bardzo nie było. Gdy już wszystko się wydarzyło, obrączki wsunęły się na palce, a dokumenty u Marty zaktualizowały się o nowe nazwisko, można było zacząć myśleć co dalej. Nadeszła jesień, rok zbliżał się powoli ku końcowi, a my wciąż mieliśmy parę dni wolnego urlopu do wykorzystania. Początkowo myśleliśmy o paru dniach w Wiedniu – podczas jarmarku bożonarodzeniowego, ale zrezygnowaliśmy ze względu na pogodę. Potrzebowaliśmy czegoś innego, wyrwać się trochę od codzienności i zaznać trochę słoneczka. 

Dominik rzucił temat “Halo, jedźmy do Rzymu! Nie byłem tam nigdy”. Szybkie rozeznanie, loty są, pogoda jest. Noclegi? Tutaj się zaczęły schody, było po prostu drogo. Jednak stolica rządzi się swoimi prawami i z budżetowego wypadu mogła by się zrobić droższa wyprawa. Pewnego wieczoru oboje byliśmy po pracy, Marta usiadła do komputera, ja na kanapie. Nagle mi pokazuje zdjęcie jakiejś wieży, w tle góry – wygląda ciekawie. Zainteresowało mnie to, więc wstałem podchodzę bliżej i Marta mi mówi “A może Sycylia? Spójrz, to jest Katania”. Jak do mnie dotarło, że na zdjęciu zobaczyłem wieżę starego kościoła, a w tle był wulkan Etna to bez wahania powiedziałem „Jedziemy tam!”. W międzyczasie już patrzyliśmy na loty i noclegi, prognozowane temperatury, no i chyba najważniejsze na co się wtedy nakręciliśmy – jak się dostać na Etnę. Od tamtego momentu chyba ten punkt stał się dla nas najważniejszy, reszta dodatkiem. Z tym, że te “dodatki” w których byliśmy podczas naszego tygodniowego urlopu, to nie było takie byle co. To dobry moment, aby rozpocząć naszą historię!

Katanię wybraliśmy ze względu na Etnę, to oczywiste xD A tak poważnie, to też ze względów czysto ekonomicznych i logistycznych. Bezpośrednie loty z podkrakowskich Balic w bardzo dobrej cenie skutecznie zachęcają do takich wizyt. Sama Katania jest fantastycznie skomunikowana na północ i południe, więc dla tych co lubią podróżować wszystkim poza swoim samochodem jest idealna… no prawie, ale to się dowiecie w późniejszej części naszej wyprawy.

Okiem turysty

Na miejscu nasze początki były trudne, a raczej Dominika z Sycylią, gdy zobaczył jak trzeba przejść z bagażami z autobusu przez bardzo ruchliwą drogę… a kierowcy mają to po prostu gdzieś. Ktoś kto nigdy nie był na Sycylii musi przywyknąć do tego, że tam obowiązuje prawo odważniejszego, szybszego, i większego. O naszych środkowo-europejskie przyzwyczajeniach i zasadach ruchu drogowego możemy zapomnieć – tutaj jest dżungla i przetrwają tylko ci, którzy się nie boją. A, że sycylijczycy się nie boją, to doskonale widać po stanie ich pojazdów, który w wielu przypadkach jest tragiczny. Pomijamy już fakt stania wszelkiego typu pojazdami w każdych dziwnych i nieprzepisowych miejscach, tutaj po prostu tak jest. Po 30 minutach jakoś udało nam się dotrzeć na mieszkanie, zostawiliśmy bagaże i poszliśmy na pierwszy spacer, aby lepiej poznać naszą okolice.

Pierwsze wrażenia? Owoce rosną tu na każdym możliwym rogu, a w pobliżu naszego miejsca zamieszkania jest XIII-wieczny zamek królewski Castello Ursino otoczony palmami. Dziwne uczucie, gdy człowiek jest przyzwyczajony do blokowisk i nowoczesnej zabudowy, a tutaj po prostu całe miasto jest historyczne, momentami mocno brudne, zaniedbane i wszędzie zastawione samochodami… ale dzięki temu pełne uroku i klimatu którego u nas brakuje.

 

 
 
Piazza del Duomo, czyli plac Katedralny to miejsce od którego warto zacząć zwiedzanie miasta. Można przyjąć, że jest to główne miejsce w Katanii, gdzie życie tętni zarówno w dzień, jak i w nocy.  Na środku wyłożonego wulkanicznym brukiem rynku stoi fontanna słonia z magmy, który widnieje też w herbie miasta. W zacisznym rogu Piazza del Duomo stoi piękna fontanna Amenano. To prawdziwe dzieło sztuki przedstawia wyrzeźbionego w marmurze greckiego boga. Jednak niezwykle ciekawe jest to, że przed fontanną mamy okazję zobaczyć skrawek podziemnej rzeki, która płynie przez Katanię.
 
W bliskim sąsiedztwie stoi chyba najważniejszy zabytek i duma Katanii – Basilica Cattedrale di Sant’Agata czyli Katedra św. Agaty. Początek jej historii jest datowany na 1094 rok, a pierwsza świątynia była zbudowana z bloków wulkanicznej skały. Na przełomie XVI i XVII świątynia została zrównana z ziemią po potężnej erupcji Etny, by kilkanaście lat później powstać na nowo. Z ciekawostek, to do dzisiaj wiele elementów w kościele jest wykonanych z zastygłej lawy, a sama świątynia skrywa relikwie czy tajemnicze podziemia z termami. Katedra słynie również z punktu widokowego na całą Katanię, my jednak go odpuściliśmy, bo przypadkiem znaleźliśmy coś lepszego 😉
Od placu ciągnie się główny deptak/ulica Katanii – Via Etnea. Przy dobrej pogodzie można bez problemu złapać widok na Etnę. Jeśli jednak pogoda nie dopisuje (jak nam), to można zająć sobie czas w sklepach, butikach czy restauracjach próbując lokalnych przysmaków. Dominik zachwycał się arancini, czyli typowym sycylijskim przysmakiem. Są to ryżowe kulki z różnorodnym nadzieniem, smażone w głębokim tłuszczu, idealne na lekki głód podczas całodniowej wędrówki. Pobliski park Willa Belini był wręcz wymarzonym miejscem na szybkie jedzonko i odpoczynek.

Katania codziennie potrafiła nas zaskoczyć, bo naszego kolejnego miejsca nie widać z ulicy. O tym trzeba wiedzieć albo wcześniej oglądać mapy z góry. Teatro Antico greco-romano di Catania, czyli Teatr grecko-romański to zdecydowanie warte odwiedzenia miejsce. Po przekroczeniu wejścia schowanego wśród kamienic odkrywa się przed nami teatr pochodzący z ok. II w n.e. Pierwsze co przykuwa uwagę to to, że wiele jego elementów jest ze skały wulkanicznej. To był najcieplejszy dzień podczas naszego pobytu, także wygodnie usiedliśmy na miejscach dla publiczności i rozkoszowaliśmy się słońcem zajadając lokalne owoce.

Spacerując po mieście trafiliśmy na Via Crociferi, jest to zabytkowa ulica wpisana na listę dziedzictwa UNESCO na której znajduje się wiele m.in.. barokowych kościołów. Jeden z nich był otwarty, więc z samej ciekawości weszliśmy. Oglądamy kościół, a w oddali widzimy otwarte drzwi, więc bez zastanowienia się wchodzimy dalej. Znajdowały się tam schody i wyjście do góry. Dotarliśmy na pierwszy plac widokowy, strzeliliśmy parę fotek i już mamy schodzić, a tam kolejne drzwi! Idziemy dalej przed siebie. Trafiliśmy na kolejny taras, a tam znowu wąskie drzwi i schodki! To była chyba na najlepsza miejscówka widokowa w całej Katanii! Z niej widać było tłumy na wieży Katedry św. Agaty. Mieliśmy wyższy ogląd na okoliczne stare miasto, bardzo możliwe, że mało kto tam kiedykolwiek trafia, albowiem przez cały czas byliśmy kompletnie sami. Dla nas to był magiczny zachód, zgrało się z nami światło i lądujący samolot… tylko Etna się schowała za deszczowymi chmurami, które niewiele później pojawiły się nad miastem. Nie chcąc przemoknąć, szybciutko uciekaliśmy na włoską kolację do mieszkania. 

Targi w Katanii

Pescheria di Catania znajduje się za fontanną Fontana dell’Amenano na Piazza Duomo, czyli głównym placem w centrum Katanii. Jest najpopularniejszym targiem z rybami i owocami morza w mieście i jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na całej Sycylii. To miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić, a przede wszystkim skosztować i poczuć. Ktoś kto nie lubi zapachu ryb i owoców morza, to lepiej niech zatyka nos 😀 Gwar, barwy, ilość ludzi i towaru może przyprawić o zawrót głowy, ale nigdzie nie zobaczycie prawdziwej Sycylii jak w tym miejscu. Nie da się ukryć, że jest to miejsce w pewnym stopniu przygotowane pod turystów, to też wpływało na jego zadbany wygląd i porządek, bo popołudniami po rybach czy innych odpadkach nie było śladu, a sama okolica przekształcała się w ośrodek nocnego życia Katanii. Jest tu pełno miejsc, gdzie można napić się drinka czy spróbować lokalnych przysmaków jak kalmary, krewetki itp. Smakują lepiej niż wyglądają, nawet Dominik spróbował 😀 

Jest jeszcze targ na Piazza Carlo Alberto, ale tam to już jest dosłownie wszystko! Pierwsze określenie? Lokalne Aliexpress! Dosłownie wszystko, od tekstyliów, ubrań, warzyw na owocach morza kończąc. W przeciwieństwie do poprzedniego targu, tutaj dociera stosunkowo mało turystów, więc ma on rangę bardziej lokalną i można spotkać zwykłych i prostych sycylijczyków. Jego powierzchnia w zależności od dnia może być różnej wielkości, np. 8 grudnia, który jest dniem wolnym od pracy dla włochów, dlatego był ogromny i wypełniony świątecznymi dodatkami. Żeby nie było tak kolorowo, to jest to również miejsce, gdzie wychodzi “czarne oblicze” krajów południowoeuropejskich. Mało kto sprząta po sobie, wszędzie jest brudno, mnóstwo porozrzucanych opakowań i resztek żywności, nie mówiąc już o kawałkach mięs czy ryb o które bije się okoliczne ptactwo.

Podczas miejskich wędrówek można dostrzec wiele drobnych szczegółów architektury czy życia codziennego mieszkańców Sycylii. Jednym z takich momentów był np. ślub kościelny, akurat przechodziliśmy kiedy para młoda opuszczała kościół wśród wiwatów swoich gości!
Ostatniego dnia naszego pobytu pogoda od samego rana była idealna. Wspólnie ruszyliśmy do portu, gdzie jeszcze nas nie było, a wiemy że jest tam szansa na spektakularne zdjęcie miasta z Etną. Zebraliśmy się wcześnie, zahaczyliśmy po cornetti z pistacjami i wyruszyliśmy, ale dość szybko spotkaliśmy się z zakazami wstępu dla postronnych ludzi, zapewne miało to związek z tym, że były to strefy rozładunku tirów oraz statków. Nie zbaczając na to szliśmy ostrożnie dalej, mijaliśmy wielu mundurowych pracowników portu – nikt nam nie zwrócił uwagi – musieliśmy mocno wyglądać jak nieszkodliwi turyści 😀 Nasz upór został wynagrodzony i ostatniego dnia na kilka godzin przed samym wylotem z Sycylii powstały poniższe fotografie. Dominik w końcu był usatysfakcjonowany, bo przez cały pobyt marudził, że nie ma ujęcia Etny z poziomu Katanii. Chwilę korzystaliśmy ze słońca, ale musieliśmy wracać, aby się spakować i ruszyć na lot powrotny.